18+
Ta strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich.
Zapamiętaj mój wybór i zastosuj na pozostałych stronach
Główna Poczekalnia (5) Soft Dodaj Obrazki Filmy Dowcipy Popularne Forum Szukaj Ranking
Zarejestruj się Zaloguj się
📌 Wojna na Ukrainie - ostatnia aktualizacja: 52 minuty temu
📌 Konflikt izrealsko-arabski - ostatnia aktualizacja: Dzisiaj 0:05
Dar od dziadka



Wolfgang, rocznik 1925, kupuje Golfa (oczywiście TDI). Co raczej jasne, Volkswagen jest wyposażony we wszystko, włącznie ze skórzaną tapicerką i, jak to na statecznego dziadka przystało, osiemnastocalowymi felgami. Na potwierdzenie, że występuje coś takiego jak kryzys wieku późnego, nasz dziadek montuje sobie tłumik końcowy Remusa (z TÜV oczywiście) oraz delikatnie obniża i utwardza zawieszenie. Tak przygotowanym samochodem jeździ raz w tygodniu na zakupy do Würstlandu , co sobotę na spotkanie Koła Kombatantów (ach, te lubieżne spojrzenia kombatantek, kiedy parkuje swoje cudo... Lecą... - myśli staruszek za każdym razem.), a w niedzielę, für gesundheit, za miasto pospacerować z kijkami. Nasz kombatant raz na rok jedzie oczywiście do serwisu, by wymieniono mu połowę podzespołów, niezależnie od tego czy są zepsute, czy nie. Zostawia tam w kasie za każdym razem ponad tysiąc euro, ale ma tą bezcenną pewność, że jeździ autem bezpiecznym i sprawnym. Po czterech latach, kiedy Volkswagen ma już przejechane trzydzieści osiem tysięcy kilometrów, dociera do naszego bohatera, że pojazd nie jest już nowy, że kurczące się grono koleżanek z czasów wojny, nie spogląda już na niego tak samo (może z wiekiem wzrok już nie ten...). Wystawia więc swój prawie nowy samochód (kupiony za dwadzieścia dziewięć tysięcy euro, plus pięć tysięcy koszty serwisowania), nie gdzie indziej, jak na "mobiledee" i "skauciedzwadzieściacztery" (nasz dziadzio jest przecież "oblatany" w obsłudze komputera i internetu - rząd zadbał o aktywizację seniorów, więc Wolfgang śmiga po sieci i nawet konta na serwisach randkowych posiada). Auto wycenił na trzy tysiące euro, bo przecież nie sztuką jest "bujać się" ze sprzedażą pół roku - sztuką sprzedać wóz w godzinę.

Nawet ten rekord czasowy został pobity, ponieważ akurat w momencie zamieszczenia przez kombatanta ogłoszenia, przejeżdżający w pobliżu, wyposażony w "netbook za złotówkę" z dostępem do sieci za dwieście netbooków miesięcznie oraz Iveco z lawetą i najazdami, pan Tadeusz Nicniepuka z Wielkopolski, szukając w niemieckim necie "igiełki" na handel, wcisnął Ctrl+F5 i ... doznał olśnienia. Chwycił za telefon, wybrał numer do dziadka i drżącym głosem wydukał do słuchawki:
- Iś kaufe ain Golf, iś...ee... bin...aa.. cein minuten twój haus und iś kaufe...adresen... bite und fare cein minuten! Warten!
Po otrzymaniu adresu, ręką trzęsącą się z emocji i po sobotnich imieninach szwagra, wstukał w nawigację Spottpreisstrasse 10, zawrócił i pognał po chleb dla rodziny, niczym wicher.
Na miejscu nasz pan Tadeusz "urwał" jeszcze trzysta euro, zapakował furę na lawetę i pojechał "nach Hause".
Auto wystawił w ogłoszeniu za dwadzieścia tysięcy złotych, "plus opłaty". Cena okazyjna, z dopiskiem, "Igła po dziadku najtaniej REZERWACJA". Bo przecież nie sztuką jest "bujać się" ze sprzedażą pół roku - sztuką sprzedać wóz w godzinę.
Po kilku minutach od wystawienia Golfa miał już pierwszy telefon. Po drugiej stronie odezwał się zestresowany głos. Kazimierz Szukaj, zrozpaczony faktem, że pewnie ta okazja, jak poprzednie, na oglądanie których wykorzystał już cały urlop i wypuścił rurą wydechową całą pensję, też będzie miała "ryski i wgniotki" oraz inne "ślady użytkowania" i znowu pojedzie pięćset kilometrów na marne, wymamrotał:
- Ja w sprawie autka. Czy cena jest do negocjacji?
- Masz pan napisane, że do małej. I tak masz pan tanio!
Odpowiedział, już na wstępie z lekka zirytowany pytaniem Tadeusz.
- Ale takie są gdzie indziej po osiemnaście...
- Taaa, plus naprawa dwadzieścia! To jedź se pan kupić za osiemnaście! Mój nie ma nawet ryski i jest za dwadzieścia!
- A jakieś wgniecenia?
- Była ryska na zderzaku, to żem pomalował i nawet nowy zderzak żem kupił.
- A ten przebieg, to oryginalny? Ma pan potwierdzenie?
- Panie! Dziadek z 1925 roku tym jeździł. Do kościoła tylko i na zakupy. Samochodzik jest jak nowy! Lać i jeździć! Panie igiełka! Dla żony przywiozłem, ale ona chce kombi, eee ... to znaczy mniejsze chce, takie Lupo, czy coś... Że to za duże dla niej, mówi. Jak pan zobaczysz, na pewno pan kupisz. Jak nowy, mówię.
- A bezwypadkowy jest na sto procent? Bo ja rodzinę chcę wozić.
- Nawet na dwieście! Mówię, że zderzak był przerysowany i tyle.
- To niech mi pan poda adres, ja już wyjeżdżam. Tylko mam pięćset kilometrów, to myślę, że mówi pan prawdę. Jak jest porysowany - to nie kupię. Przytrzyma mi go pan do popołudnia?
- Tak jedź pan. Nie sprzedam komu innemu. Byłeś pan pierwszy, to przytrzymam.

Po ośmiogodzinnej podróży w niewygodnym i głośnym Lanosie, oczom Kazimierza i jego zięcia ukazał się, zaparkowany na podwórku, pod stodołą, piękny, lśniący Golf VI. Oniemieli. Toż to okazja nad wszelkimi okazjami! Lakier jak nowy! Wszystko jak nowe! Prezent od obywatela niemieckiego dla obywatela polskiego!
- Zenku, pogadaj z panem, ty taki wygadany jesteś, żeby urwał jeszcze z tysiąca i bierzemy! Ten ubek spod dziewiątki na zawał zejdzie jak zobaczy cośmy trafili!
Szepnął Kazimierz do zięcia.
Zięć pogadał, Tadek urwał. Pojechali na jazdę próbną. Toż to porównania do Lanosa nie ma!- pomyślał Kazimierz, manipulując przy klimatyzacji. - Tym się płynie, nie jedzie!
- Troszkę mi go ściąga na lewo
Zauważył po przekroczeniu 80 km/h.
- Aaa... to na pewno koło dopompować trzeba.
Stwierdził właściciel, bagatelizując uwagę "przypalonego" Kazia
- No laleczka! Podoba mi się! Piszemy umowę.
Nowy nabywca nie przejął się, że w rubryce "sprzedający" (a dokładnie Verkäufer), widnieją dane jakiegoś Niemca. Widocznie tak ma być - pomyślał, podając swoje dane z dowodu.
Zapłacili, pojechali. Z racji tego, że wskazanie zasięgu na komputerze pokładowym wyświetlało 0 km, podjechali na stację benzynową zatankować. Zjedli po hot-dogu, napompowali koła i ruszyli w dalszą podróż do domu. Wskazanie komputera nie zmieniło się - dalej zasięg był zerowy, a Golfa nadal "ciągnęło" na lewo...

Dar od wnuczka

Zaraz po zdaniu egzaminów na prawo jazdy, młody Alex udał się ze swoim dziadkiem -Wolfgangiem do salonu Volkswagena, zamówić prezent obiecany na tę okazję. Wybór padł na Golfa VI z dwulitrowym silnikiem TDI. Kolor czarny, jako dodatkowe wyposażenie wnuk wybrał sobie tapicerkę ze skóry oraz osiemnastocalowe felgi aluminiowe. Po odbiorze samochodu, zarejestrowanego na dziadka, Alex zamówił sobie jeszcze sportowe zawieszenie i nietani wydech końcowy Remusa.
Biorąc pod uwagę, że młody posiadacz Golfa VI dostał pracę w miejscowości odległej o osiemdziesiąt kilometrów i pięć razy w tygodniu musiał tam dojechać, prezent od dziadka okazał się bardzo przydatny. Przebieg Golfa rósł jednak dosyć szybko. Niestety, nowe auta nie są już tak trwałe, więc dosyć często samochód lądował w serwisie. Na ilość awarii wpływał też fakt, że chłopak, z racji młodego wieku, nie obchodził się z prezentem zbyt delikatnie. Weekendowe wypady na imprezy ze znajomymi zazwyczaj wiązały się z "paleniem gumy" (na ile moc pozwalała) i wyścigami poza miastem.
Pewnej sobotniej nocy młody Niemiec "nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze" i na łuku wypadł na lewy pas, wprost pod nadjeżdżąjące z naprzeciwka auto. Huk był straszny, na szczęście poza złamaną ręką u młodego kierowcy i potłuczeniami innych uczestników zdarzenia, nic się nikomu nie stało.
Gorzej było z naszym głównym bohaterem, czyli Volkswagenem. Lewa podłużnica przestała istnieć, poduszki powietrzne odpaliły, a siła uderzenia wyrwała wręcz silnik. Tej nocy Golf zyskał pewną cechę, właściwą pojazdom emigrującym w kierunku wschodnim - stał się autem "nur für händler oder export". Jakakolwiek naprawa auta nie wchodziła bowiem w grę z punktu widzenia bezpieczeństwa oraz opłacalności.



Po kilku tygodniach firma ubezpieczeniowa wypłaciła Wolfgangowi pieniądze za skasowany pojazd, a ów wrak znalazł się w szeregu podobnych, na placu "Izmir Totalschaden". Śniady potomek Kara Mustafy - właściciel szrotu - wiedział, że samochód długo u niego miejsca nie zagrzeje. Cena - tysiąc osiemset euro miała pomóc szybko znaleźć na niego kupca.
Tak też się stało. Akurat swój cotygodniowy tour szrotowy kontynuował, wyposażony w "netbook za złotówkę" z dostępem do sieci za dwieście netbooków miesięcznie oraz Iveco z lawetą i najazdami, pan Tadeusz Nicniepuka z Wielkopolski, szukając w niemieckim necie i po okolicznych "okazjodajniach" "igiełki" na handel. Gryząc, przygotowaną jeszcze w Polsce przez żonę, bułkę z kotletem mielonym i jajkiem, wszedł na stronę pobliskiego "Izmir Totalschaden". Niejedną okazję znalazł już u przyjaciela Osmana, niejeden tysiąc euro zarobił.
Kiedy zobaczył w ofercie czteroletniego Golfa VI ze zmiętym przodem, przypomniało mu się, że ostatnio chłopaki "na dziupli" cięli właśnie takiego samego. Szybki telefon zaufania, znajomy potwierdził, że są "na stanie" części w promocyjnych cenach i pan Tadeusz ruszył do Turka po rozbitka.
Na miejscu zawahał się chwilkę, ponieważ na zdjęciach auto wyglądało troszkę lepiej, ale ostatecznie stargował trzysta euro, załadował kupę żelastwa na lawetę i pognał "nach Hause".
Golf VI (tak przynajmniej wynikało z "papierów", bo patrząc z przodu, identyfikacja modelu była mocno utrudniona) na drugi dzień trafił w dobre ręce, a mianowicie w "ręce, które leczą", tanio leczą. Sąsiad Tadeusza - Zbyszek Blachowkręt - był naprawdę dobrym fachowcem. To znaczy potrafił czynić cuda, pod warunkiem, że nie wpadał akurat "w ciąg". Dawno temu robił nawet auta dla pewnego ASO, ale po aferze w internecie (ktoś gdzieś wygadał się, że serwis naprawia blacharkę u podwykonawcy w stodole, pojawiły się zdjęcia i zrobił się mały skandal) zerwano z nim umowę. Wtedy to właśnie urażona ambicja Zbyszka pchnęła go w "nadużywanie". Reasumując - fachowiec dobry, ale jak się ręka trzęsie, to "kątówka" lubi czasem sama zadecydować, jak ciąć blachy...
Ponad miesiąc miejscowy "rzeźbiarz" walczył w przydomowym warsztaciku, by to coś, co przedsiębiorca "przytargał" z Niemiec wyglądało jak Golf VI. Kłopoty ze sprzętem oraz wspomnianym już utrzymaniem równowagi sprawiły, że wstawiona ćwiartka nie do końca równo "siadła". Ale, jak to stwierdził Donatello fachu blacharskiego - "trochę płaskownika, parę podkładek i będzie bezwypadek". Tak też się stało. Po ciężkich bojach z oporną materią, z blacharnio-lakierni wyjechał bezwypadkowy Golf "po dziadku"...

Dwa tygodnie później:
- Toż to okazja nad wszelkimi okazjami! Lakier jak nowy! Wszystko jak nowe! Prezent od obywatela niemieckiego dla obywatela polskiego!
Krzyknął do zięcia oniemiały z wrażenia Kazimierz Szukaj...

Źródło: blog-skup-aut-bielsko.blogspot.com/2012/12/prezent-od-niemca-czyli-mar...
Zgłoś
Avatar
camson 2012-12-19, 0:15
Jakie to prawdziwe ... Będąc ze znajomym w Niemczech szukałem Hyundaia ix35. Trafiłem na Polskiego handlarza, który akurat sprzedawał to czego szukałem. Roczniak, 10tys km przebiegu, niska cena- myślę może fart. Tylko zaczęliśmy zdejmować plastiki i wszystko z wyjątkiem prawego tyłu było robione. Nic byle tylko wjebać na minę i zarobić, kurwa.
Zgłoś
Avatar
3m 2012-12-19, 0:17
Długie, żmudne ale fajne w treści i pouczające. Męczący styl i składnia ale treść, morał i opisana życiowa sytuacja to wynagradzają.
Zgłoś
Avatar
p1etrucha 2012-12-19, 0:19
bardzo dobry tekst.

ps. jak dołączyć do postu np filmik dodany przez Newgate w sadistic.pl/czesc-vt136170,15.htm1378226
Zgłoś
Avatar
3m 2012-12-19, 0:34
@p1etrucha, nie dołączaj nawet tego filmiku bo dostaniesz warna za oklepany i nieśmieszny już żart.
Zgłoś
Avatar
oksi89 2012-12-19, 1:16
dlaczego, kurwa, to takie prawdziwe...
Zgłoś
Avatar
mikEWrona 2012-12-19, 1:33
Czy ktos moze to strescic ?
Zgłoś
Avatar
blazejudo 2012-12-19, 1:35 3
Odpierdol się pan od lanosa. Miałem ,jeździłem ,moi rodzice jeździli. Dużo lepsze od tych golfów dwójek ,trójek i passatów (przedział do B5 oczywiście).
Jeździłem ,rodzice jeździli. 10 lat i tylko amory z tłumikiem były wymieniane.

Także...wypierdalaj.
Zgłoś
Avatar
fifi 2012-12-19, 2:28
tak jest, lanos a zwlaszcza 1.6 , tak samo leganza 2.0
Zgłoś
Avatar
dziaad 2012-12-19, 8:20
@fejzez Tu masz rację. Po mojego szkodnika byłem u niemca sam, widziałem jak był puknięty, nie cofnięty, kupiony od właściciela nie od turasa. Trzy elementy do laku, trochę plastików z giełdy i ASO i furka "funkiel nówka". W polandii ze takie autko zapłaciłbym prawie dwa razy tyle i pewnie miałoby przebieg (stan licznika zanczy się) też byłby dwa razy tyle - mniejszy. Za cztery lata cofnę na 180k, przelecę fareklą i czernidłem do opon i opierdole za tyle co mnie finalnie wyszła. Najlepsza pompa i tak jest z posiadaczy A4 i pasków w TDI co wierzą że auto ma 220k. przelotu.
Zgłoś
Avatar
Cks 2012-12-19, 8:26
Ja mam lanosa wkurwiłeś mnie
Zgłoś
Avatar
kylu 2012-12-19, 8:31
@blazejudo widać że nie jeździłeś niczym innym oprócz lanosa...i żeby nie było nie jestem fanem ani golfów ani passatów ani takowego nie posiadam...
Zgłoś
Avatar
scxx 2012-12-19, 8:38
niby prawda ale od kiedy wiadomo że auta ciągnięte z Niemiec/Holandii/Włoch i innych i sa składane w Polsce i sprzedawane jako bezwypadkowe. Ojciec komis samochodowy prowadzi aut nie ściąga ale mimo wszystko auto na ogół się powinno sprawdzić na rolki itd koszty nie są wielkie i przy kupnie auta za kilkadziesiąt tysięcy ta kwota jest śmieszna ale ludzie oszczędzają te 100-500 zł na sprawdzeniu auta a później płacz że grat, że nie ma stref, że ściąga albo zamiast przodu ma szpachlę... Dlatego mi osobiście nie szkoda takich ludzi własna głupota i wielka oszczędność ...
Zgłoś
Avatar
gregor40 2012-12-19, 8:41
fifi napisał/a:

tak jest, lanos a zwlaszcza 1.6 , tak samo leganza 2.0



Daewoo Zwłaszcza 1.6 to chujowe auto. Zresztą jak całe inne gówno od producenta lodówek.

Czy każdy musi być tak zajebiście dumny ze swojego auta, nawet jak jeździ Zastawą? Nie dociera do Was, że niektóre auta są po prostu kiepskie? Niebezpieczne, awaryjne a za to tanie? Pożyjecie, zarobicie, kupicie lepsze.
Zgłoś
Avatar
Dżony 2012-12-19, 9:37
Kupowanie aut sprowadzonych jest dla liczbowych analfabetów lub ludzi którzy nigdy nie byli za granicą.
Cena w salonie wyższa, utrata wartości ta sama więc samochód de fakto droższy-proste jak się doliczy do tego jeszcze opłaty i prowizję handlarza to wychodzi ~30% więcej za dobry samochód niż za taki sam w Polsce(a sorry handlarze dobrych aut nie sprowadzają), można kupić rozbite lub z mocno wyeksploatowane tanio ale po co? u nas też auta porozbijane, niekompletne lub z dużymi przebiegami są tanie a nie trzeba robić opłat ani pieprzyć się z rejestracją.
Jak kupować to z Polskiego salonu, jak chcesz tanio to poleasingowe przynajmniej łatwo sprawdzić historię i przebiegi zazwyczaj mniejsze bo mamy infrastrukturę drogową która nie sprzyja takim przelotom jak w Niemczech czy Francji.
Jeszcze starsze auta o 7-8 lat w górę można coś trafić bo dla nich to starość i stłuczka jest nierzadko wystarczającym powodem by się pozbyć poza tym zazwyczaj mają już grubo ponad magiczne 200tys. km ale nowsze a szczególnie te do lat 3 to sprowadza się najgorszy złom który nie powinien być dopuszczony do ruchu(i np. w takiej Francji nie jest ale mimo to u nas się da to po znajomości zarejestrować) a handlarze powie, że przerysowany tak jak w tym tekście.
Mam handlarza w rodzinie i wiem jak to wygląda od środka, tak wygląda, że nikt z rodziny u niego nie kupuje ale idzie mu nieźle ze sprzedażą mimo, że na tle innych handlarzy cen nie ma zbyt atrakcyjnych, boję się jak to u reszty wygląda.
Zgłoś
Avatar
MegaZbok 2012-12-19, 12:49
smutne ale prawdziwe...
Zgłoś
Przejdź to ostatniego posta w temacie