Strona wykorzystuje mechanizm ciasteczek - małych plików zapisywanych w przeglądarce internetowej - w celu identyfikacji użytkownika. Więcej o ciasteczkach dowiesz się tutaj.
Obsługa sesji użytkownika / odtwarzanie filmów:


Zabezpiecznie Google ReCaptcha przed botami:


Zanonimizowane statystyki odwiedzin strony Google Analytics:
Brak zgody
Dostarczanie i prezentowanie treści reklamowych:
Reklamy w witrynie dostarczane są przez podmiot zewnętrzny.
Kliknij ikonkę znajdującą się w lewm dolnym rogu na końcu tej strony aby otworzyć widget ustawień reklam.
Jeżeli w tym miejscu nie wyświetił się widget ustawień ciasteczek i prywatności wyłącz wszystkie skrypty blokujące elementy na stronie, na przykład AdBlocka lub kliknij ikonkę lwa w przeglądarce Brave i wyłącz tarcze
Główna Poczekalnia (2) Soft (1) Dodaj Obrazki Dowcipy Popularne Losowe Forum Szukaj Ranking
Wesprzyj nas Zarejestruj się Zaloguj się
📌 Wojna na Ukrainie Tylko dla osób pełnoletnich - ostatnia aktualizacja: Dzisiaj 13:51

#łódź

Można by tu napisać, że dał nura.

00:00
-00:13
Download
Lans na łodzi
~CrazyEdek • 2025-04-01, 8:00
Zmiotło go z planszy.

00:00
-00:11
Download
Rybka lubi pływać
~Sunday • 2025-03-31, 22:21
00:00
-00:50
Download

Wszystko na swoim miejscu
Najlepszy komentarz    
smc • 2025-03-31, 23:11
Kurewstwo ma we krwi.

Taka wyp🤬oli cię na alimenty bez mrugnięcia okiem.
Któreś z Was, drodzy Sadole, wspomniało kiedyś postać, o której chcę dziś opowiedzieć. Jest skomplikowana i właściwie przez większość już zapomniana, ale ciągle fascynuje psychologów i etyków...

MORDECHAJ (CHAIM) RUMKOWSKI



Chaim był litwakiem, czyli Żydem wywodzącym się z terenu byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Urodził się w 1977 r. w niewielkim miasteczku Ilino na Witebszczyźnie. Do Łodzi przyjechał najprawdopodobniej na przełomie wieków, tak jak wiele osób, które szukały tu miejsca do rozkręcenia swojego biznesu. Razem z Abem Neimanem przy ul. Południowej(dziś Rewolucji 1905 roku) założyli fabrykę pluszu. Niektórzy podają, że fabryka zbankrutowała. Ale po zakończeniu pierwszej wojny światowej Neiman prowadził ją dalej. Rumkowski do biznesu nie wrócił.
Chaim był fabrykantem, filantropem, działaczem społecznym i syjonistą.
W 1939 r., w momencie wkroczenia Niemców do Łodzi, był najstarszym rangą przedstawicielem lokalnej gminy żydowskiej. Jego przełożeni uciekli na wschód. Rumkowski postanowił zostać w swoim mieście ze swoimi ludźmi.

Niemieckie władze okupacyjne nadały mu dziwaczny tytuł Przełożonego Starszeństwa Żydów w Łodzi. W momencie utworzenia getta, w lutym 1940 r., Rumkowski został jego przywódcą. Zyskał władzę absolutną nad 160 tys. rodaków stłoczonych na obszarze 4 km kw.
Szybko zyskał sobie pseudonim Król Chaim. Nazywano go również „Chaimem Groźnym”. Symbolem jego panowania stała się gumowa pałka...



Kierował on równie ż utworzonym przez siebie jeszcze przed wojną sierocińcem dla dzieci w łódzkim Helenówku. Ośrodek był czymś w rodzaju przedsiębiorstwa z imponującą bazą materialną – budynek główny, zabudowania gospodarcze, gospodarstwo rolne. A wszystko było wyłącznie dziełem Rumkowskiego.
Na początku lat trzydziestych Rumkowski został posądzony o wykorzystywanie seksualne dzieci w swoim sierocińcu. Sprawa szybko stała się w Łodzi skandalem i pisały o niej miejscowe gazety. Opinia publiczna była jednak podzielona. Jedni uważali, że zarzuty kierowane pod adresem Rumkowskiego są wyrazem brutalnej gry o władzę w towarzystwie dobroczynnym, drudzy uznawali je za absolutnie prawdziwe, przyznając się nawet do znajomości z rzekomymi ofiarami Rumkowskiego. On sam broniąc się przed zarzutami zawsze podkreślał, że kocha dzieci, dba o nie, ale jest też wobec nich wymagający. Policja nie wyjaśniła do końca sprawy rzekomej pedofilii Rumkowskiego i nie zostały przedstawione mu żadne prokuratorskie zarzuty.

WYBUCH WOJNY
1 września 1939 r. Rumkowski miał 62 lata. Nadal był człowiekiem o niespożytej energii. Nadal kłębiły się w jego głowie liczne pomysły i związane z nimi ambicje. Na arenę nowej okupacyjnej rzeczywistości wkroczył Rumkowski dokładnie 13 października 1939 r., gdy osobistą decyzją szefa Zarządu Cywilnego Łodzi – dr Alberta Leistera, mianowany został zwierzchnikiem miejscowych Żydów z tytułem „Przewodniczący Starszeństwa Żydów w Łodzi” (Der Ältester der Juden in Lodz). Funkcje tę sprawował także wówczas, gdy w lutym 1940 r. niemieckie władze okupacyjne formalnie utworzyły w mieście żydowskie getto (Litzmannstadt Ghetto).
Rumkowski szefem łódzkiego getta, odpowiedzialnym tylko przed Niemcami. Stworzył z niego nie tylko sprawnie funkcjonujące przedsiębiorstwo, pracujące na potrzeby Niemców, ale, jak sam często podkreślał, coś w rodzaju żydowskiego „mini państwa”.

KRÓL GETTA

Jako Przełożony Starszeństwa Żydów zaczął na polecenie Niemców zaczął organizować życie w Litzmannstadt Ghetto. Wychodził z założenia, że tylko praca może uratować życie uwiezionym tu Żydom. Zostaje uruchomiona produkcja m.in dla potrzeb frontu. Tych, którzy nie nadają się do pracy, Niemcy likwidują. Rumkowski na to się godzi.
Współpracuje z Hansem Biebowem, kupcem z Bremy, szefie cywilnej administracji niemieckiej w getcie.

Rumkowski uwierzył w swoją misję. Na zachowanych zdjęciach widać siwego, pewnego siebie mężczyznę w oficerkach. Wierzy, że jest mężem opatrznościowym. Zaczyna cierpieć na manię wielkości...



Król getta decydował, kto jechał transportem do obozu w Chełmie, co było jednocześnie wyrokiem śmierci. Pracującym Żydom nakazał jeść na miejscu dodatkowe racje żywnościowe, by nie wynosili do domu i dawali rodzinie. Przy życiu mieli pozostać tylko pożyteczni. Na początku chroni dzieci, starców. Rumkowski promował szpiclowanie i donosicielstwo. „Donos jest rzeczą pozytywną” – mówił. „Mam tajnych wywiadowców i mogę wam dostarczyć raporty o was samych” – podkreślał.
Chcąc zamienić Żydów w normalne nowoczesne społeczeństwo, Chaim Rumkowski wypowiedział wojnę przebywającym na terenie getta chasydom. Nakazał im zgolić brody i pejsy, a nawet skrócić tradycyjne chałaty. Zabronił działania jesziw, czyli tradycyjnych szkół talmudycznych, których uczniowie nie pracują, tylko zajmują się zgłębianiem tajemnic Tory.

Jeden z najdramatyczniejszych momentów ma miejsce w getcie we wrześniu 1942 roku. Rumkowski wygłasza wtedy pamiętne przemówienie:
- Na nasze getto spadło wielkie nieszczęście – mówił. – Żądają od niego, by oddało najlepsze co posiada - dzieci i starych ludzi(...)Od chwili, gdy dowiedziałem się o naszym nieszczęściu jestem całkowicie załamany”.
- Nie mogłem mieć własnych dzieci, więc oddałem swoje najlepsze lata dzieciom. Żyłem i oddychałem z dziećmi, nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę musiał uczynić tę ofiarę na ołtarzu własnymi dłońmi. W moim wieku, muszę rozłożyć ręce i błagać: Bracia i siostry! Oddajcie mi je! Ojcowie i matki – dajcie mi swoje dzieci! (…) Wczoraj po południu dali mi rozkaz wysłania więcej niż 20 000 Żydów poza getto, a jeśli nie >>My to zrobimy<<. Pytanie, jakie powstało, to czy powinniśmy to wziąć na siebie, zrobić to sami, czy zostawić to innym do zrobienia? Więc, my – to znaczy Ja i moi najbliżsi współpracownicy pomyśleliśmy najpierw nie o tym ilu zniknie, ale jak wielu jest możliwe ocalić. I doszliśmy do konkluzji, że jakby nie było to dla nas trudne, powinniśmy wcielić ten rozkaz w życie własnymi rękami. Muszę przygotować tę trudną i krwawą operację, muszę odciąć gałęzie, aby ocalić pień. Muszę zabrać dzieci, ponieważ jeżeli tego nie zrobię, inni mogą być także zabrani. (…) Udało mi się uratować te [dzieci], które mają lat dziesięć lub więcej. Niech to będzie pociechą w waszym nieszczęściu. Żądanie było na 24 000. ofiar, ale udało mi się stargować te cyfrę do 20 000, może i mniej, ale pod warunkiem, że pójdą wszystkie dzieci do lat dziesięciu. Ponieważ starców i dzieci jest tylko 13 000, musimy dopełnić kwoty, wydając ludzi chorych. Co wolicie: żeby przeżyło 80-90 000 Żydów czy żeby wszyscy zostali unicestwieni?”

W czasie wygłaszanego przemówienia wśród zgromadzonych na placu Żydów zapanowała rozpacz i złość, jakie trudno nawet sobie wyobrazić. Ludzie wołali do niego: jak możesz w ogóle o to prosić? Ich krzyki Rumkowski skwitował stwierdzeniem, że „jeżeli tego nie zrobimy będzie jeszcze gorzej!”.
Ludzie, z obawy przed represjami Chaima, mordowali swoje rodziny, dzieci, a sami popełniali samobójstwa...

WIELKA SZPERA
Ludzie Rumkowskiego 5 września 1942 roku przystąpili do realizacji wyznaczonego przez Niemców zadania. Już jednak drugiego dnia, Niemcy, niezadowoleni z tempa deportacji, postanowili wziąć całość spraw w swoje ręce. Dalej jednak pomagała im w tym podległa Rumkowskiemu żydowska policja i straż pożarna. W getcie zaczęły dziać się wówczas sceny, których współcześni nie są nawet w stanie sobie wyobrazić!
Osoby stawiające jakikolwiek opór lub odnalezione w kryjówkach były natychmiast likwidowane. W sumie w wyniku „Wielkiej Szpery” (nazwa pochodząca od niemieckich słów „Allgemaine Gehsperre”, oznaczających całkowity zakaz opuszczania domów) trwającej od 5 do 12 września 1942 r. z łódzkiego getta wywieziono 15 682 osoby. Wszyscy zginęli później w obozie zagłady w Chełmnie nad Nerem.

PEDOFIL I EROTOMAN
Istnieją relacje świadków wskazujące na seksualne wykorzystywanie przez Rumkowskiego młodych kobiet w zamian za obietnicę lepszej pracy lub dodatkowe porcje jedzenia. Tak było w przypadku Lucille Eichengreen – młodej Żydówki z Niemiec, która wraz z rodziną znalazła się w łódzkim getcie. To właśnie ona była jedną z tych, które „wpadły w oko” Rumkowskiemu. W zamian za pracę w stołówce przeznaczonej dla członków jego rady, Eichengreen była wielokrotnie przez niego seksualnie molestowana i musiała godzić się na spełnianie jego perwersji. Takie usługi były zresztą w getcie Rumkowskiego „dobrym towarem”. Poza tym Lucille Eichengreen dobrze wiedziała, że jeśli nie pozwoli Rumkowskiemu się wykorzystywać, to ryzykuje deportacje do obozu zagłady...
Ze wspomnień Lucille:
- „Brał mnie za rękę, kładł ją sobie na penisie i mówił: »Rozpal go…«. Cały czas odsuwałam się od niego, a on wciąż się do mnie przysuwał, to było straszne. Byłam tym wstrząśnięta, chciał, żebym wprowadziła się do mieszkania, do którego tylko on miałby dostęp. Zaczęłam płakać – nie chciałam się tam wprowadzać. Nie mogłam zrozumieć, jak można było czegoś takiego żądać… ale seks w getcie był bardzo cennym towarem i handlowało się nim jak każdą inną rzeczą”.

Istnieją również poszlaki, które wskazują na jego zachowania pedofilne i homoseksualne - miał gw🤬cić małe dziewczynki przebywające w domu dla sierot w Helenówku oraz… 13-letniego chłopca o imieniu Julek. Ten ostatni fakt dziś jest już nie do zweryfikowania.

KRES LITZMANNSTADT GHETTO
Pracujące na pełnych obrotach łódzkie getto dotrwało do lata 1944 r. Tempo sowieckiej ofensywy było zawrotne i wydawało się, że zdobycie Łodzi i jej getta przez Armię Czerwoną jest kwestią dni. Wybuchło jednak powstanie warszawskie i Stalin, chcący doprowadzić do wykrwawienia Armii Krajowej, zatrzymał swoje wojska na linii Wisły. Niecałe 140 km od Łodzi.
Dało to Niemcom niezbędny czas. Decyzję o zniszczeniu getta podjął osobiście Reichsführer-SS Heinrich Himmler.
29 sierpnia 1944 roku ostatni transport z Żydami z Łodzi wyruszył do Auschwitz.

W pociągu znajdował się Mordechaj Rumkowski...

DALSZE LOSY

Rumkowski podzielił los wielu więźniów Litzmannstadt Ghetto. 29 sierpnia 1944 roku z żoną Reginą, bratem Józefem i bratową Heleną ostatnim tramwajem pojechał na stację Radegast. Jego wspólnik Biebow proponował, by został w getcie z żoną. Nie chciał on jednak pozostawić brata i bratowej, Rumkowski nie przyjął więc tej propozycji.
-„Obok mnie – pisał Moniek Kaufman o swoim przybyciu do Birkenau – na schodkach, jakich się używa pod szubienicę, siedział Rumkowski z rodziną. Siwe jego włosy były rozwiane, a oczy spuszczone. Siedział ten stary morderca i w ostatniej godzinie przed śmiercią przyglądał się zakończeniu getta. Po ustawieniu wszystkich piątek ruszyliśmy w drogę. Ominął nas samochód ciężarowy, na którym siedział Rumkowski z rodziną. Rumkowski, mijając szereg, płakał. Klątwy i wyzwiska, które przez cały okres jego panowania padały pod jego adresem, odprowadziły go i teraz w jego ostatniej podróży”.

Na temat okoliczności śmierci Chaima istnieje wiele sprzecznych relacji. Najczęściej powtarzaną i przytaczaną jest ta, która mówi, że rozpoznany przez żydowskich więźniów, zaraz po pojawieniu się na rampie obozu oświęcimskiego, został przez nich zatłuczony, a być może nawet wrzucony żywcem do pieca krematoryjnego. Wersja ta nie ma jednak jednoznacznego potwierdzenia. Nie jest również w pełni jasne, co stało się z jego rodziną. Można przypuszczać, że i ona podzieliła jego tragiczny los.

Jedno jest pewne - bohaterem nie został.

Tekst zwinięty, kliknij aby rozwinąć ▼
Najlepszy komentarz    
turor • 2025-03-30, 17:33
"Jako Przełożony Starszeństwa Żydów zaczął na polecenie Niemców zaczął organizować życie w Litzmannstadt Ghetto. Wychodził z założenia, że tylko praca może uratować życie uwiezionym tu Żydom. Zostaje uruchomiona produkcja m.in dla potrzeb frontu. Tych, którzy nie nadają się do pracy, Niemcy likwidują. Rumkowski na to się godzi."

Nic nowego.
Każda epoka ma swojego Tuska i jego pochlebców.
Życie pirata somalijskiego
~Velture • 2025-03-30, 13:06
Hehehehehe sporo demokracji na sekundę

00:00
-00:35
Download
Najlepszy komentarz    
Bulbulator • 2025-03-30, 13:12
Gatling robi robotę. Tyle demokracji na sekundę, że somalijskie gówno staje się cięższe od wody. Rekiny maja dzisiaj mielonkę do żarcia.
Powrót z imprezy
~CrazyEdek • 2025-03-29, 6:57
Nie ma to jak dobra impreza.

00:00
-00:29
Download
Prawie jak kursk
pazuzu • 2025-03-28, 10:39
U wybrzeży Hurghady w Egipcie zatonęła turystyczna łódź podwodna. Na jej pokładzie było 45 Rosjan, w tym dzieci. Niestety większość się uratowała ale i tak zdechło 6 rusków w tym 2 dzieci 🙂

00:00
-00:28
Download
Najlepszy komentarz    
Patryc • 2025-03-28, 10:48
Masz piwo za opis.

DZIECI W BECZKACH
JoSeed • 2025-03-15, 15:07
ZWŁOKI ZAMORDOWANYCH DZIECI znalezione w beczkach - 2003 rok.

Od makabrycznej zbrodni, do której doszło w centrum Łodzi mijają dziś 22 lata... Polska pewnie zapomniała, w Łodzi temat nadal jest pamiętany.
Parę słów o tej tragedii...

RODZINKA
Jadwiga i Krzysztof poznali się w 1990 roku na łódzkim rynku. Krzysztof, pochodzący z patologicznej rodziny, właśnie przyjechał z Warszawy i założył na łóżku polowym stoisko z kasetami. Jadwiga, przedostatnia z siedmiorga rodzeństwa, pracowała w tkalni. Wprawdzie już na początku znajomości zauważyła, że Krzysztof staje się agresywny po alkoholu, ale myślała, że to się zmieni. W końcu po każdej interwencji policji czule ją przepraszał...

W 1992 roku na świat przyszła Monika, dwa lata później bliźniaki Kamil i Adaś. Krzysztof pił coraz więcej. W 1997 roku kazał partnerce usunąć kolejną ciążę.Regularnie stosował wobec niej przemoc: bił, dusił aż traciła przytomność, katował również dzieci. Bił je, bo sikały do łóżka, a ich nie stać było na pieluchy. Uważał, że to taka metoda wychowania, takiej samej używali wobec niego rodzice.


Kamienica przy ul. Radwańskiej 47

Kiedy złamał Kamilowi nogę, Jadwiga zawiozła dziecko do szpitala i skłamała, że wypadł z łóżeczka na klocki. Obrażenia wskazywały jednak na długotrwałe maltretowanie.
Krzysztof N. za znęcanie się nad synem dostał dwa lata w zawieszeniu na pięć. Na jakiś czas zapanował spokój. Kiedy opieka społeczna zabrała dzieci do domu dziecka, Krzysztof i Jadwiga nawet wzięli ślub, żeby je odzyskać. Jak wspominała w rozmowie z policjantami Jadwiga N.:
-Przez pewien czas się poprawił. Szefowa w pracy załatwiła mu nawet wszywkę, ale sobie wydłubał.

ZBRODNIA
W 1999 roku Kamilek narzekał na ból brzucha. Ojciec dał mu tabletkę przeciwgorączkową i czekoladę. Rano chłopczyk był martwy. Kiedy ciało w łóżeczku zaczęło się rozkładać, Krzysztof wpadł na pomysł, by schować je do beczki. Po namyśle uznał, że najlepiej będzie, jeśli umrze cała rodzina. Jednak środki nasenne z apteki podziałały tylko na dzieci. Adaś, który po zażyciu tabletek przestał oddychać, a jeszcze ojciec dodatkowo przydusił go w misce z wodą, został zamknięty w kolejnej beczce. W sumie było ich cztery, bo Krzysztof kupił okazyjnie po dwie w cenie jednej. Córka, zakneblowana kłębem waty trafiła do trzeciej beczki. Czwarta została dla Maciusia, którego narodziny były dla małżonków N. zaskoczeniem. Poród odbył się bez świadków ani pomocy medycznej. Krzysztof N. sam odebrał dziecko i od razu schował do beczki.

SPRAWA WYCHODZI NA JAW
Śledczy zainteresowali się rodziną N., gdy wyszło na jaw, że dzieci nie chodzą do szkoły, a kurator ani sąsiedzi od miesięcy ich nie widzieli. Małżonkowie N. nikomu nie otwierali drzwi, nawet listonoszowi. W domu zostawała tylko najstarsza córka, Monika, ale nie mogła nic nikomu powiedzieć, bo ojciec zagroził jej, że wtedy zabiorą ją do domu dziecka, a rodziców do więzienia.

Kiedy 26 kwietnia 2003 roku śledczym udało się wreszcie wejść do mieszkania N. przez okno, okazało się, że Jadwiga znów jest w ciąży. Zeznała, że dzieci przebywają u krewnych.
W trakcie oględzin i przeszukania mieszkania funkcjonariusze znaleźli w szafie niebieskie beczki, uszczelnione, obwiązane sznurkiem i obejmą. Po ich otwarciu funkcjonariusze zobaczyli jasnowłose dziecięce główki.



W jednej beczce były zwłoki dwojga dzieci – starszego i niemowlęcia, kolejną, także z dzieckiem umieszczono w nieco większej. W czwartej był następny noworodek. Jadwiga N. została zatrzymana. Zdążyła jeszcze ostrzec męża, który był z Moniką poza domem, że czeka na niego policja.
Dwa dni później wpadł w ręce funkcjonariuszy.

Oboje zostali oskarżeni o brak pomocy Kamilowi i zabójstwo kolejnych dzieci, by ukryć śmierć chłopca. Krzysztof N. przyznał się do wszystkich zabójstw. Jego żona mówiła, że jedyną jej winą jest to, że nie powiedziała nikomu, co się u nich dzieje. Sąd uznał ją za współsprawczynię.
Śmierci uniknęła tylko najstarsza dziewczynka, Monika, która była najważniejszym świadkiem makabrycznych zdarzeń - podczas przesłuchań szczegółowo opowiadała, jak mordowano jej kolejnych trzech braci i siostrzyczkę:
- Widziałam, jak tata morduje moje rodzeństwo. Widziałam, jak ich chowa do beczek. Kamil sam umarł. Nie mógł oddychać, jęczał. W końcu zrobił się siny. Tata się zdenerwował. Włożył Kamila do beczki, takiej niebieskiej. A potem dał mi i Adasiowi jakieś tabletki. Nie wiedziałam, co to jest, ale je wzięłam. Bałam się, że tata mnie udusi. Zasnęłam. Kiedy się obudziłam, zobaczyłam, że Adaś leży na podłodze. Chyba nie żył, ale tata jeszcze go dusił. Włożył mu na głowę reklamówkę i zacisnął na szyi. Potem włożył Adasia do wersalki. Przeleżał tam kilka dni. Później tata przeniósł go do beczki.





OPIEKA SPOŁECZNA
Wyrodni rodzice latami udawali przed światem, że dzieci trafiły do domu dziecka. Bulwersujący jest fakt, że ŻADEN z urzędników nadzorujących patologiczną rodzinę nie sprawdził, jak jest naprawdę, choć w tej rodzinie już wcześniej dochodziło do przemocy wobec dzieci. Rodzice pobierali na nie zasiłki socjalne, a urzędnicy spisywali tylko fikcyjne raporty z wywiadów środowiskowych. Nawet kuratorka sprawująca nadzór nad dziećmi, przez cztery lata nie potrafiła wejść do mieszkania i sprawdzić, co się z nimi dzieje. Mimo to jej zwierzchnicy uznali, że prawidłowo wywiązała się ze swoich obowiązków...

WYROK
21 czerwca 2004 roku sąd wydał wyrok dożywocia dla małżonków N.
Zdaniem sądu, to jedyna sprawiedliwa kara, biorąc pod uwagę ogrom zbrodni, a szczególnie przerażające jest to, że rodzice zgotowali swoim dziećmi tak okrutny los.
– Nie potraficie kochać i daliście temu wyraz, dokonując tych zbrodni. Nie zasługujecie na miano matki i ojca. Jesteście zbrodniarzami własnych dzieci – mówił po ogłoszeniu wyroku do oskarżonych sędzia Marek Chmiela.

Sąd apelacyjny zamienił go w przypadku Jadwigi N. na 25 lat więzienia.
Podczas pobytu w więzieniu rozwiodła się i zmieniła nazwisko. Najmłodsza córka, Sandra urodziła się w czerwcu 2003 roku w Zakładzie Karnym w Grudziądzu.
Krzysztof N. odsiaduje wyrok dożywotniego pozbawienia wolności. Mężczyzna będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po 35 latach odsiadki.

Monika, dziś 31-letnia kobieta, została adoptowana przez małżeństwo Włochów. Mieszka na stałe we Włoszech.

Obecnie w lokalu przy ul. Radwańskiej mieszka nowa lokatorka, p. Marta.

Najlepszy komentarz    
00:00
-03:40
Download


A taki był z siebie zadowolony...
Najlepszy komentarz    
JoSeed • 2025-02-24, 17:32
Kurde, szkoda chłopa... nie chlał, paznokci nie malował, hobby mial, któremu się oddawał, a tu o... złośliwość losu 🤔
MAŁY OŚWIĘCIM
JoSeed • 2025-02-22, 10:31
Pod pretekstem potrzeby „izolacji małoletnich Polaków i wychowywania ich poprzez pracę, aby nie demoralizowali niemieckich dzieci”, w 1942 r. Niemcy stworzyli w Łodzi przy ul. Przemysłowej obóz. Nie chodziło jednak o demoralizację, lecz to, że byli Polakami. Przez Kinder-KL Litzmannstadt przeszło od 2 do ponad 3 tys. polskich dzieci. Ze względu na dużą śmiertelność miejsce to nazywano „Małym Oświęcimiem”.

Koncepcja obozu wg pomysłu kierownika Krajowego Urzędu ds. Młodzieży w Katowicach Alvina Brockmanna pojawiła się latem 1941 r., a projektem zainteresowali się główny inspektor niemieckich obozów koncentracyjnych Oswald Pohl oraz Heinrich Himmler. Niemcy wzorowali się na funkcjonującym od 1941 r. obozie dla nieletnich Niemców w Moringen w Dolnej Saksonii, gdzie więziono również młodzież z Czechosłowacji oraz Polski.
a potrzeby obozu w czerwcu 1942 r. Niemcy wyłączyli z Litzmannstadt Ghetto 5-hektarową działkę. Zamkniętą strefę wyznaczono w kwartale ul. Górniczej, Emilii Plater, Brackiej i Przemysłowej, a teren otoczono trzymetrowym płotem zwieńczonym drutem kolczastym....



Pierwszych więźniów przywieziono na początku grudnia 1942 r.; oficjalnie obóz został otwarty 11 grudnia. Mali więźniowie mieli mieć 12–16 lat, ale w transportach coraz częściej były umieszczane kilkuletnie dzieci. W ocenie Niemców dzieci te były potomstwem „niebezpiecznych bandytów”, co oznaczało, że ich rodzice lub opiekunowie należeli do ruchu oporu. Posługiwano się również terminem „element aspołeczny”, którym określano m.in. przestępców kryminalnych, włóczęgów, ulicznych handlarzy, chuliganów, złodziei czy osoby nieprzestrzegające godziny policyjnej i unikające pracy. Oprócz dzieci z Łodzi w obozie umieszczono te ze Śląska, Kujaw, Wielkopolski czy Pomorza Gdańskiego.

Obóz podzielono na dwie części. Strefa dla chłopców stanowiła ok. 75 proc. obszaru, zaś część dla dziewcząt oraz najmniejszych dzieci obojga płci zajmowała resztę przestrzeni i powstała dopiero wiosną 1943 r. Dzieci od 2 do 8 lat znajdowały się w dwóch budynkach i nie były zatrudniane do żadnej pracy, ponieważ, jak mówi Jerzy Jeżewicz, były przeznaczone na zniemczenie. Natomiast dzieci od 8 do 16 lat pracowały na terenie obozu, a także były wywożone do pracy poza obóz, do majątku rolnego w Dzierżąznej.





Ze wspomnień Urszuli Grendy (miała 10 lat, kiedy trafiła do obozu wraz z rodzeństwem):
- „Jak tam przyjechaliśmy, to trudno to sobie wyobrazić – dziecko zabrane z normalnej rodziny, a tutaj łóżka piętrowe, dzieci pogolone, wychudzone. To było coś strasznego. Na drugi dzień poszliśmy do zdjęć – mam je zrobione w sukience, w której zostałam aresztowana – a potem obcinano nam włosy i dano szare mundurki. Dzieci w obozie pracowały od rana do wieczora. Rano był apel, potem szliśmy do pracy, w szeregach szliśmy następnie na stołówkę, gdzie mieliśmy zupę, a potem znowu szliśmy do pracy. Na pewno pracowaliśmy do godz. 18. Potem znowu był apel. Strugaliśmy ziemniaki, prostowaliśmy igły, z celofanu pletliśmy sznurki, starsze dzieci robiły torby oraz sztuczne kwiaty. Kiedy w 1944 r. trafiłam do Dzierżąznej, to pracowaliśmy w polu”.

Obóz na Przemysłowej niczym nie różnił się od obozów dla dorosłych w innych miejscowościach. Warunki bytowania, praca oraz znęcanie się i mordowanie było takie same. Obóz łódzki różnił się tylko tym, że nie było w nim komór gazowych, ale dzieci mordowano głodem...







Najmniejsze dzieci wysyłano z łódzkiego obozu do niemieckich ośrodków germanizacyjnych Lebensborn w Ludwikowie, w Puszczykowie oraz do tzw. Gaukinderheim w Kaliszu. Niekiedy starsze dzieci przewożono do innych ośrodków pracy, jak obóz w Potulicach lub, gdy ukończyły 16. rok życia, do niemieckich obozów koncentracyjnych, m.in. do Gross-Rosen, Ravensbrück lub Auschwitz.

Ostatnim dniem funkcjonowania obozu był 18 stycznia 1945 r. Gdy dzieci wyszły na wolność, okazało się, że poza granicami obozu czeka na nie nowy ból i rozczarowania. Były wygłodzone, chore, przerażone, nie znały drogi do domu, a świat, jaki zastały, był skuty lodem srogiej zimy. Część z tych dzieci była już sierotami, bez środków do życia i wiedzy, od czego zacząć. Wojna odebrała im rodziny, zdrowie, edukację, wiarę...
Tuż po wojnie państwo polskie nie pomogło dzieciom przepracować wojennej traum, nikt nie pochylił się nad sprawą dzieci z łódzkiego obozu, którego istnienie deprecjonowano i umniejszano. Dzieci, nawet jeśli próbowały na komisariatach milicji swą historię opowiedzieć, były wyśmiewane i posądzane o kłamstwo. Przestały więc mówić i budowały nowe życie.

Dane historyczne sugerują, że przez niemiecki obóz dla dzieci w Łodzi przeszło od 2 do ponad 3 tys. polskich dzieci, natomiast liczba zmarłych i zamordowanych nie przekroczyła 200 osób, choć z imienia i nazwiska ustalono jedynie jedną trzecią ofiar...

Na początku lat 60tych, wraz z budową osiedla mieszkaniowego zostały zatarte granice dawnego obozu, a do dziś zachowała się jedynie siedziba dawnej komendantury przy ul. Przemysłowej 34.
Pamięć o obozie jednak przetrwała. Nieopodal terenu w 1971 r. stanął Pomnik Martyrologii Dzieci, nazywany również Pomnikiem Pękniętego Serca, autorstwa Jadwigi Janus i Ludwika Mackiewicza.









Losy tych dzieci będą trwać, dopóki trwać będzie pamięć o nich...
Najlepszy komentarz    
0_rafiks_0 • 2025-02-22, 10:51
Kazdy niemiecki sk🤬y...obywatel powinien tej historii nauczyc sie na pamiec.

Oznaczenia wiekowe materiałów są zgodne z wytycznymi Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

 Oświadczam iż jestem osobą pełnoletnią i wyrażam zgodę na ukrycie oznaczeń wiekowych materiałów zamieszczonych na stronie
Funkcja pobierania filmów jest dostępna w opcji Premium
Usługa Premium wspiera nasz serwis oraz daje dodatkowe benefity m.in.:
- całkowite wyłączenie reklam
- możliwość pobierania filmów z poziomu odtwarzacza
- możliwość pokolorowania nazwy użytkownika
... i wiele innnych!
Zostań użytkownikiem Premium już od 4,17 PLN miesięcznie* * przy zakupie konta Premium na 12 miesięcy. 6,50 PLN przy zakupie na jeden miesiąc.
* wymaga posiadania zarejestrowanego konta w serwisie
 Nie dziękuję, może innym razem