18+
Ta strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich.
Zapamiętaj mój wybór i zastosuj na pozostałych stronach
Główna Poczekalnia (4) Soft (5) Dodaj Obrazki Filmy Dowcipy Popularne Forum Szukaj Ranking
Zarejestruj się Zaloguj się
📌 Wojna na Ukrainie - ostatnia aktualizacja: Wczoraj 22:48
📌 Konflikt izrealsko-arabski - ostatnia aktualizacja: 13 minut temu
🔥 Śmierć na tankowcu - teraz popularne

#husaria

Husaria - czyli duma Narodu Polskiego
a................0 • 2013-05-24, 18:39
Wiem, że jest kilka filmików które w wyjątkowy sposób przedstawiają / obrazują potęgę kawalerii Husarii.
Jednak filmik który chcę Wam zaprezentować to czysto teoretyczne połączone z praktyką działania Husarii LICZBY.
Czemu liczby ?
Ponieważ słyszeliśmy już o wielu bitwach Rzymskich czy Greckich gdzie małe odziały wojsk dziesiątkowały wrogów którzy liczebnie znacząco przewyższali Rzymian i Greków.

Pytaniem jest, dlaczego tylko o nich wspominamy w historii ?
Szkoda byłoby ominąć tak przepiękne chwile gdzie POLSKA, NASZ KRAJ w tak waleczny i ponadprzeciętny sposób wybijał się wśród bitew co przykładem może stanowić bitwa pod Hodowem gdzie oddział 400 POLSKICH HUSARZY wręcz zniszczył i rozgromił 40.000-70.000 (ponieważ są różne źródła) armię Tatarów.
Pragnę podkreślić, że w walce zginęło mniej niż 100 żołnierzy Husarii .

Filmik prosty i prymitywny jednak spójrzmy na to z innej strony i zobaczmy jak POLSKA potrafiła zwyciężać !

Szarża husarii
Mett • 2013-05-02, 23:32
Szarża husarii - atak, który przełamywał szeregi wroga

I jeszcze taki mały bonusik
Dzień dobry, cześć i czołem. Przeglądając różne dokumentalne tematy na Sadisticu, nie znalazłem podobnego, więc podzielę się czymś z Wami.
W polskiej literaturze historycznej, bardzo często na pierwszym planie, eksponowane są martyrologiczne i bogoojczyźniane hasła. Bohaterowie, którzy są wzorem cnót, superherosami itp. Zazwyczaj też, gloryfikowane są największe w historii porażki i nie ma co nazywać tego moralnymi zwycięstwami, bo najzwyczajniej w świecie dostaliśmy w dupsko czego skutkiem były późniejsze rozbiory.

Ale mamy też w naszych dziejach wielkie wiktorie. Takie, o których w mediach nie usłyszymy, bo nie wpisują się w płaczliwy dyskurs, nie wywołują u nas uczucia Chrystusa Narodów.
Jednym z takich wydarzeń jest Pierwsza Dymitriada, zakończona osadzeniem polskiej załogi na Kremlu. Sytuacja bezprecedensowa, bo ani Napoleonowi z jego taktyką, ani Hitlerowi z olbrzymią machiną wojenną, za pomocą której rzucił na kolana prawie całą Europę, nie udało się zdobyć Moskwy. Polakom się udało.

Zdarzenia te prezentuje w swoim cyklu "Orły na Kremlu" Jacek Komuda. Pisarz wyklęty przez historyków, ponieważ śmie wychwalać triumfy oręża Polskiego. Do tej pory ukazały się trzy tomy p.t. "Samozwaniec". Dlaczego, zapytacie, temat brzmi "Historia Polski inaczej napisana" ? Otóż dlatego, że Autor, odbarwia polską szlachtę. Ukazuje ja z największymi jej wadami - warcholstwem, pijaństwem, prywatą.
Nie są to wymuskane lalusie jak Skrzetuski, bogobojne prawiczki jak Podbipięta itp. Jest to banda warchołów, którzy z iście ułańską fantazją rozpierdalają wszystko, co stanie im na drodze. Nie oznacza to, że mają same wady. Ich bitność i odwaga, pozwoliły Dymitrowi I zdobyć czapkę Monomacha.
Pozwolę sobie wrzucić kilka cytatów, które być może zachęcą Was do sięgnięcia po "Samozwańca".

Tom pierwszy:

Sześćset koni... Sześćset kopii. Sam widok tych skrzydlatych jeźdźców budził grozę wśród Szwedów, Moskali, Wołochów i Turków; tak wielką, że najemnicy, zaciągając się na służbę króla Szwecji, zawierali osobne kontrakty, iż nie będą walczyć przeciwko tej formacji

- Bij psich synów, rezunów! - zakrzyknął, gotując się ze złości, jak bulgocący sagan na ogniu.- Wszyscy oni jednej ruskiej kurwy syny! Dziś Moskali łupią, a jutro nam do dworów z kosami przyjdą. O kozakach.

Tom drugi:

Bitwa była skończona.
Pozostały po niej krwawe ciała na brunatnym, wydeptanym śniegu. Skowyczący ranni, dobijani przez zwycięzców lub odnoszeni przez czeladź do obozu Dymitra. Jeńcy proszący o wykup albo miłosierdzie, padający na kolana i bijący czołem przed carewiczem Dymitrem, jak zwykle łatwo wybaczającym odstępstwa i zniewagi. Pozostały wystrzelone działa, szable i pałasze leżące na śniegu. Pozostał strach w moskiewskich sercach, tryumf w polskich.
I to, co najgorsze dla każdego szlachcica – kawalerzysty, okrutny plon ludzkich zmagań i szaleństw – konie polskie leżące na śniegu po ostatniej szarży. Ranne, okulawione, porąbane, pocięte, okaleczone, postrzelane. Jedne spoczywające z martwymi, rozwartymi oczyma, inne rżące, z nogami połamanymi od armatnich wystrzałów, dygocące w kałużach krwi, patrzące błagalnie na przerażonych panów. Nabite na ostrza pik i rohatyn. Porąbane na krwawe strzępy ciosami okrutnych moskiewskich berdyszy na długich styliskach. Prawdziwi bohaterowie zwycięstwa husarii, petyhorców i polskich kozaków, którzy zapłacili za to cenę o wiele wyższą niż wielcy panowie.
Towarzysze i pocztowi stawali nad nimi drżący, ze łzami na policzkach. Zrzucali czapki i misiurki, zdejmowali szyszaki ozdobione piórami. Niektórzy podpierali wiernych towarzyszy broni, myśląc, że może jeszcze poderwą się na nogi. Inni szlochali, bili zwierzęta nahajami – nie z zemsty, z rozpaczy – łudząc się, że jeszcze nie wszystko stracone i zmuszą je do powstania. Inni krzyczeli, żegnali się i modlili. Czekali na cud, lecz on nie następował.


Tom trzeci i póki co ostatni:


Strzelcy w żółci powiedli pana stolnikowica w nowy nieznany świat, na drewniany posad Perejasławia, okryty grubą warstwą śniegu. Przez małą i niską basztę Odwodną, a potem mostem nad zamarzniętą rzeczką, do Małych Wrót na Łybedzi, skąd zerkał nań frasobliwy i zielonkawy Bazyli Riazański z księgą w lewej ręce.
Dalej był Wierchnij posad, długa ulica między drewnianymi domami z okrąglaków, wiodąca na szeroki kreml. Strzelcy nie poszturchiwali więźniów; w porównaniu ze strażnikami przy armatach, zdawali się niemal dobrotliwi – barczyści, brzuchaci, w niekształtnych czobotach, z bandolierami na piersiach.
Maszerowali szeroką, niekształtną ulicą między dwoma rzędami domostw otoczonych palisadami i płotami. Lód w rozlewiskach i kałużach łamał się z chrzęstem pod nogami, ulatywała w dal para oddechów. Z zaułków, od wrót i z chodników wybrukowanych drewnem ciągnął do jeńców wielobarwny tłum. Mużyki posadzkie, puszkarze, kowale, chołopi w postołach i szarych świtach. Dydyński spodziewał się krzyków, wzgardy, ale mieszkańcy popatrywali na nich w milczeniu, bez wrogości, a nawet z zaciekawieniem.


To tyle na teraz. Tworząc ten temat miałem dwa cele: zwrócić uwagę, na ciekawe wydarzenie historyczne, a także spopularyzować czytanie, wśród tych, którym powieść historyczna, kojarzy się z nudnym i przekoloryzowanym Potopem, albo innym "pokrzepiaczom" serc. Ave!
Husaria - Skrzydła Chwały
mat632 • 2013-04-27, 23:01
O potędze tej wspaniałej formacji niech świadczą słowa jednego z najbardziej cenionych wodzów w historii ludzkości, Gustawa Adolfa, króla szwedzkiego:

„O gdybym miał taką jazdę; z moją piechotą obozowałbym tego roku w Konstantynopolu"

Husaria Duma Polski
Kike • 2013-04-23, 22:17
Husaria, czyli najlepsza jazda świata

„Historia Polski obejmuje szczegół, że gdy pewien król pragnął się cofnąć przed nieprzyjacielem następującym nań z przemagającą siłą, husarze przeszkodzili temu, oświadczywszy wyniośle, że nie ma powodu obawiać się, kiedy jest pod ich osłoną, gdyż jeżeliby niebiosa zapaść się miały, toby je podtrzymano na ostrzach kopii”

Tą jedną anegdotą pod koniec XVII w. Françoise Paulin Dalerac, francuski dworzanin Jana III Sobieskiego, wyjaśnił istotę fenomenu skrzydlatego rycerstwa polskiego. Nadzwyczajna pewność siebie, przekładająca się na wysokie morale, była kluczowym czynnikiem pozwalającym husarzom przez dwa wieki odnosić fenomenalne sukcesy. Najlepszym świadectwem wartości tego rycerstwa są opinie jego największych nieprzyjaciół.

Choćby ta wygłoszona przez szwedzkiego króla Gustawa Adolfa: O gdybym miał taką jazdę; z moją piechotą obozowałbym tego roku w Konstantynopolu. Taki podziw wzbudził w nim widok husarzy, którzy 1 października 1626 w bitwie pod Gniewem uniesieni zapałem bojowym, skakali na koniach ze stromego wzgórza w dół, jak w przepaść. Wszystko po to, aby uderzyć w piechotę szwedzką, która chroniąc się przed szarżą husarii, opuściła szańce na wzgórzu i zeszła do jego podnóża, licząc że stromizna nasypu uniemożliwi polskim kawalerzystom dotarcie do nich.

Złote lata husarii

Pierwsi husarze pojawili się w Polsce w 1500 r., lecz złoty okres tej kawalerii rozpoczął się wraz z jej reformą, którą zainicjował Stefan Batory. Już niecałe półtora roku po jego elekcji na króla Polski husarze w bitwie pod Lubieszowem (1577) rozbijają pięciokrotnie liczniejszego wroga – zbuntowanych gdańszczan i zaciężne wojska niemieckie, które mieszczanie wynajęli do obrony swoich interesów. Później zwycięstwa sypnęły się jak z rękawa, każde kolejne bardziej spektakularne.

Poczesne miejsce wśród nich zajmuje bitwa pod Kłuszynem (1610), dzięki której Polska załoga stanęła wkrótce na moskiewskim Kremlu, a polski królewicz Władysław Waza został carem Rosji. W bitwie tej husaria wspięła się na absolutne wyżyny możliwości kawalerii. Piersiami swoich rumaków łamała dębowe płoty. Pokonała kobylice, pikinierów i kirasjerów. Wytrzymała ogień muszkietowy otwierany z minimalnej odległości (ledwo nie w bok [piechota] muszkiety naszym [husarzom] kładła). Nie zmógł jej ogień licznej artylerii. Przejechała w ciągu doby od kilkudziesięciu do nawet 120 km, walcząc przy tym kilka godzin w lipcowym słońcu, szarżując na przeciwnika nawet po dziesięć razy. I pokonała kilkunastokrotnie liczniejszego nieprzyjaciela! A wszystko to przy minimalnych stratach własnych – około 80 zabitych i 100 rannych.

Trudno też pominąć epizod spod Chocimia (1621), kiedy to sam sułtan turecki Osman II, widząc jak garstka 600 husarzy pojedynczą szarżą rozbija 10 tys. jego najlepszych żołnierzy, rozpłakał się z bezsilności.

Skrzydła strachu

Po czym poznać husarza? Po skrzydłach? Tak, chociaż nie wszyscy ich używali. W Polsce robili to tylko niektórzy pocztowi, szeregowi husarscy. Towarzysze – podoficerowie – ich nie nosili. Ponadto w czasach świetności nie były to znane nam z filmów i muzeów wysokie, wygięte nad głową skrzydła. Takie nosiła husaria dopiero w epoce swojego zmierzchu – w XVIII w.

W XVIII w. do boju zakładano skrzydła krótkie, niewystające ponad głowę i niewyginające się nad nią. Mocowano je bądź przy siodłach (zazwyczaj pojedyncze skrzydło), bądź na plecach. W tym drugim przypadku mogła to być też para. Jeszcze wcześniej, bo w wieku XVI, bywało, że skrzydła mocowano do tarcz.

Przez lata w bojowe zastosowanie skrzydeł mocno powątpiewano, sądząc, że noszone były wyłącznie podczas uroczystości. Ostatnie badania pozwalają jednak odrzucić wątpliwości. Używano ich także w walce, o czym świadczą różnorakie źródła. Wśród nich są i wspomnienia samych husarzy.

A czemu skrzydła służyły? Po pierwsze – do ozdoby. Z drugiej jednak strony miały też stricte bojowe zastosowanie. Otóż konie z natury są zwierzętami płochliwymi. Skrzydła zaś, jak potwierdzają eksperymenty wykonywane przez rekonstruktorów, oddziałują na nie szczególnie silnie. W XVII w. aby wywołać zamieszanie w szeregach wroga, przed szyk roty husarskiej wysyłano kilku pocztowych ze skrzydłami. Ci straszyli konie nieprzyjaciela nieprzyzwyczajone do takich widoków, a reszta husarzy miała ułatwione zadanie. Gdy rycerstwo polskie w zwartych szeregach uderzało mieszającego szyki, próbującego opanować rumaki nieprzyjaciela, wynik starcia był przesądzony.

Podobny cel miało malowanie koni husarskich i długie proporce mocowane do kopii, które w trakcie szarży kręciły się i furkotały. Jak notował służący w wojsku polskim francuski inżynier Philippe Dupont: Nie ma takiego szwadronu wroga, który by się nie zachwiał, a często i nie załamał, gdy konie widzą migoczące [proporce] przed ich oczyma i słyszą świst powodowany w powietrzu, gdy husaria rusza do natarcia, które wykonywane jest zawsze z pełną prędkością. Istnieją źródła, które potwierdzają skuteczność proporców jeszcze w XIX w. Ten element wyposażenia przeszedł bowiem z kopii husarskich na ułańskie lance.

Przejdźmy teraz do skór drapieżników, noszonych przez husarzy na plecach, a czasem i pod siodłami. Przy czym im zamożniejszy towarzysz husarski, tym droższe, bardziej egzotyczne skóry nosił. Zazwyczaj towarzysze stroili się w skóry dzikich kotów – lwów i lampartów, pozostawiając pocztowym tańsze skóry wilków i niedźwiedzi. Wszystko to też miało wzbudzać strach.

Jednak nie skrzydła i nie skóry były najważniejszymi elementami wyróżniającymi husarię, ale kopie – specjalnej konstrukcji, używane w szczególny sposób. Wydrążone wewnątrz, były lżejsze niż te o pełnych drzewcach. A dzięki zmyślnej technice posługiwania się tą bronią, czyli pozostawieniu końca kopii w toku podczas składania się do ataku, znacznie mniej obciążały ramię husarza. Obie te innowacje pozwalały polskiemu rycerstwu posługiwać się najdłuższą w dziejach ludzkości bronią. Sięgała ona nawet 6,2 m, umożliwiając dosięgnięcie każdego przeciwnika, nim ten uderzył swą bronią w husarza. Źródła historyczne mówią o przypadkach, gdy taką kopią przebijano nawet pięciu, sześciu wrogów naraz!

Towarzysz husarski mający na wyposażeniu broń drzewcową, białą, obuchową i palną, mógł stanąć do walki z każdym przeciwnikiem. – Skuteczność zastosowana tzw. toku, który służył do podtrzymania kopii w walce w pozycji pionowej i poziomej przy ataku, była zdumiewająca.

,,Drzewko” traciło na wadze – mówi Radosław Szleszyński z Chorągwi Husarskiej Marszałka Woj. Pomorskiego z siedzibą na zamku w Gniewie. – Po wieloletnich ćwiczeniach w siodle porównując husarza z innymi przedstawicielami dowolnej formacji jazdy w XVII w. mogę powiedzieć, że funkcjonalność i uniwersalność jej uzbrojenia była wyjątkowa – ciągnie rekonstruktor – Poczynając od uzbrojenia ochronnego jako kompilacji wzorów wschodnich i zachodnich, które nie krępuje w walce i wielogodzinnej jeździe. Zastosowanie m.in. karwaszy i zmodyfikowanie zachodnioeuropejskich naramienników doskonale wpłynęło na zwiększenie mobilności w ręcznej walce, zarówno przy zastosowaniu broni drzewcowej (kopie), jak i białej (szabla, pałasz, koncerz).

Cena sukcesu

Właściciel pocztu, czyli towarzysz, musiał być człowiekiem bardzo majętnym, gdyż służba w husarii w żaden sposób nie zwracała mu poniesionych nakładów. Dlatego choć w tym względzie nie było żadnych obostrzeń, przytłaczająca większość towarzyszy wywodziła się ze szlachty. Tylko ją stać było na najlepsze rumaki, które kosztowały fortunę. Dla przykładu: Wojciech Stanisław Chróściński, wyruszając na odsiecz Wiednia, kupił sobie konia wartego 3146 złotych. W tym czasie roczny żołd husarza wynosił 200 zł. Tańsze były wierzchowce, które towarzysze kupowali dla swoich pocztowych. Zazwyczaj kosztowały od 100 do kilkuset złotych. Cena skór wahała się od kilkudziesięciu do 200 zł. Podobna była wartość zbroi. Na koński rząd trzeba było wyłożyć od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Szable, koncerze, broń palna, ubrania, wozy, żywność, namioty i tabun innych koni (do wozów i podjezdki), sprzęt obozowy – to wszystko razem kosztowało fortunę. Biorąc pod uwagę fakt, że rycerz ryzykował życiem, a służba w wojsku polskim była ochotnicza, trudno nie postawić pytania, co pchało ludzi do husarii.

No właśnie, co? Odpowiedź jest złożona. Z jednej strony był to na pewno przejaw ideologii szlachty polskiej, przekonania, że jej uprzywilejowana pod względem politycznym pozycja w państwie wynikała właśnie ze zobowiązania do obrony ojczyzny. Czyli szlachcic, służąc w wojsku, niejako spłacał Polsce rachunek za to, że mógł się cieszyć niespotykaną w innych krajach wolnością i pozycją.

A ponieważ służba w husarii przynosiła największy prestiż, przeto ci, których było na to stać, zaciągali się w szeregi właśnie tej formacji. Z drugiej jednak strony ten, kto chciał w kraju zrobić polityczną karierę, musiał przejść przez szeregi armii. Wykazać się poświęceniem dla ojczyzny. Służba w wojsku była więc legitymacją do sprawowania urzędów w Polsce. Często w grę wchodziły rodzinne tradycje. Młody człowiek, nasłuchawszy się w domu o wyczynach ojca i innych swoich przodków, chciał iść w ich ślady. Niektórych do wojska pchała gorąca krew, innych nadzieja na bogate łupy.

Najczęściej w grę wchodziły wszystkie te elementy – w różnych proporcjach. Zawsze jednak podkreślano, że narażano się (i swoją kieszeń) dla sławy. Własnej, swojego rodu, dowódcy, króla i Rzeczypospolitej.

Czasy zmierzchu

Kres tak spektakularnych zwycięstw husarii nie przyniósł, jak się powszechnie uważa, rozwój broni palnej, lecz zastosowanie przeszkód oraz unikanie konfrontacji w polu ze skrzydlatym rycerstwem. Choć husarze używali skrzydeł, latać nie potrafili. Zaś konie, jak każde stworzenia, mają swoje ograniczenia.

Nawet najlepsze, najdroższe rumaki, za które płacono fortunę, nie były w stanie przeskoczyć odpowiednio szerokich rowów czy przebić się przez specjalnie konstruowane przeciwko kawalerii zapory. Gdy przeciwnik za takowymi się chował, husaria była bezsilna. Tak było na przykład w bitwie ze Szwedami pod Kliszowem (1702), gdzie – jak zanotował generał Otto Vellingk – wojsko polskie nacierało w całkiem dobrym porządku na naszych [Szwedów] i dobrze wytrzymało pierwszą salwę naszej piechoty.

Tyle że chwilę później husaria musiała zatrzymać się przed kozłami hiszpańskimi. Zatrzymać i wycofać, bo nie było najmniejszego sensu tkwić pod ostrzałem, bez szans na pokonanie tych przeszkód.

Trzeba też wspomnieć, że formacja była niesłychanie kosztowna. Wprawdzie nie dla państwa, które płaciło minimalny w stosunku do niezbędnych nakładów żołd, ale dla samych husarzy. Ci musieli sobie sprawić konie, broń i wyposażenie

Gdy sytuacja ekonomiczna szlachty polskiej była dobra, wojsko zasilały liczne rzesze husarzy, którzy się właśnie z tej klasy wywodzili. W czasach gospodarczego upadku liczba mogących sobie pozwolić na służbę w tej jakże wymagającej formacji drastycznie spadła. Jeszcze pod Chocimiem, w 1621 r., stawiło się ponad 8000 husarzy. Ale już w latach potopu szwedzkiego (1655–1660) w zniszczonej wojnami Polsce było ich dziesięciokrotnie mniej. Wprawdzie za panowania Sobieskiego sytuacja uległa chwilowej poprawie, ale wiek XVIII przyniósł ostateczny upadek formacji. Także dlatego, że drastycznie wówczas spadły wysoki w poprzednich stuleciach poziom wyszkolenia i morale tego rycerstwa.

Sławni husarze

Wielu husarzy wsławiło się wiekopomnymi czynami, dzięki którym przeszli do historii. Wspomnijmy tu rotmistrza Andrzeja Firleja, który w bitwie pod Kłuszynem poprowadził swój oddział do szarży na kobylice i pikinierów, pokonując i jedne, i drugich. Jest to wybitne osiągnięcie, nie mające precedensu w dziejach wojen. W gronie tych, którzy okryli się sławą, jest Władysław Wilczkowski, porucznik husarii Lubomirskich. Jednym z ciekawszych jego wyczynów było zaszarżowanie na dziesięciokrotnie liczniejszych kirasjerów rosyjskich. Gdy do jego oddziału dołączyła druga rota husarska, nie tylko przepędzono kirasjerów, lecz i wdeptano w ziemię stojący za nimi pułk kozaków. Czyli tą pojedynczą szarżą pod Kutyszczami w 1660 r. rozbito kilkunastokrotnie liczniejsze siły przeciwnika. Mimo to, nie oni są najbardziej znanymi husarzami. Palmę pierwszeństwa dzierży Stefan Czarniecki.

Czarniecki wywodził się z niezbyt zamożnej, a na dodatek obdarzonej licznym potomstwem rodziny szlacheckiej. Zaczynał swą karierę jako jeździec lekkiej kawalerii w 1621 r. W 1634 r. za jego wojenne wyczyny król nadał mu 200 włók ziemi, co pozwoliło mu już w następnym roku zaciągnąć się do husarii. Był z nią związany do końca życia. Najpierw, przez kilkanaście lat, jako porucznik. Później jako wódz wiodący i husarzy, i inne rycerstwo polskie do walk ze Szwedami, Kozakami, Rosjanami... Dzięki wojnom, 44 latom służby wojskowej, swoim talentom i zasługom, pod koniec życia Stefan Czarniecki awansował na urząd hetmana polnego koronnego.

Zrobił oszałamiającą karierę. Jego nazwisko znalazło się w naszym hymnie narodowym. Dzięki temu zyskał to, co było marzeniem każdego husarza – nieśmiertelną sławę.

Zajebane z
"National-Geographic"
17 październik 2012
Polska od zawsze była "przedmurzem" Europy i to my ratowaliśmy tejże Europie dupę wielokrotnie w historii.



W stosunku do tego jaką potęgą byliśmy to teraz można ogłosić, że w razie potecjalnego zagrożenia militarnego jesteśmy rozjebani.
Czas bohaterów przeminął.
Historia Husarii i Szabli Polskiej
S................y • 2013-04-14, 10:52
Historia Husarii i Szabli Polskiej przedstawiona przez Ród Szlachecki (z Wodzisławia Śląskiego) w Cieszynie 11.12.2012



Z zwiazkiem z liczymi pytaniami o Polską szable(filmik tłumaczy wszelkie nieścisłości),reszte naprawde gorąco POLECAM poczytać. Rozsławiana Japońska Katana przy naszej broni to nóż do masła.
Husaria
n00ber1 • 2013-04-09, 12:27
Skleiłem film o Husarii. Temat nie nowy, ale może komuś się spodoba.

Film na YouTube nazywa się "Husaria - Amor Patriae Nostra Lex"
Najlepszy komentarz (107 piw)
WujekAdolf • 2013-04-09, 12:45
Patrzcie jak elegancko napierdalaliśmy ciapatych. Żadne kurwy nam nie podskoczyły w całej zjebanej europie. Byliśmy potęgą nie do rozjebania! Za Husarię zawsze piwo!
Husaria
H................g • 2013-01-06, 16:47
Mieli rozmach skurwysyny
Jak co przepraszam za chujowe kolory, ale to nie moje, a właściwie, całujcie mnie w dupę
Najlepszy komentarz (101 piw)
ostatni • 2013-01-06, 16:58
Co to Polska kiedyś była silna? Czekamy na lewaczków, którzy zwyzywają husarię od nazioli i moherów